3DL Ostęp SHK-Z FSE
zastępy zdjęcia filmy relacje historia ludzie fundamenty niezbędnik kontakt z nami

+Relacje

Przygody za Bugiem

27.12.2009, 00:28:36, Kacper Krawczyński, Piotr Ziółkowski, Paweł Czuba

Przygody za Bugiem O pierwszym w historii polsko-ukraińskim kursie dla zastępowych opowiadają zastępowy i czołowy Kani - Kacper i Piotrek.


Piątek
Wyjazd za granicę to bardzo fajna sprawa, szczególnie wtedy gdy jedziemy w gronie przyjaciół. Na taki właśnie wyjazd na Ukrainę zdecydował się nasz Zastęp Zastępowych. Zdecydował się ZZ, a pojechała tylko jego część, bo przyjaciół zza Bugu odwiedzili: drużynowy Paweł Czuba, zastępowy Kani – Kacper Krawczyński i jego czołowy – Piotrek Ziółkowski. Ten ostatni wpakował się na listę 3,5h przed odjazdem, ale jakoś zdążył się spakować do odjazdu o 15.30. W jedną stronę PKS-em jechaliśmy jakieś 6-5 godzin. W międzyczasie około godziny staliśmy na granicy. Do Lwowa dojechaliśmy po 22, jeszcze na obrzeżach Lwowa Kacper zamanifestował swoją chorobę lokomocyjną, dzięki czemu zaznajomiliśmy się z pasażerami – był w końcu powód do rozmowy. Na miejscu czekał już na nas transport - bus harcerzy z Chmielnickiego, który prowadził nasz znajomy ks. Aleksandr. Zawiózł on nas do monastyru pod Lwowem, gdzie odbywał się kurs. Przejeżdżając przez Lwów wypatrywaliśmy najważniejszych zabytków i pomników, oraz podziwialiśmy klimat tego miasta które jest ani trochę nie przypomina Lublina. Na miejscu byliśmy ok. 23. Przywitał nas namiestnik harcerzy, Wolodymyr, wraz z pokaźnym stadkiem kotów – miejscowych rezydentów. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy herbatę i zostaliśmy przydzieleni do zastępów (które w tym czasie smacznie spały). Zastęp Kacpra nazywał się Pes (czyli Pies, a w wyniku przejęzyczenia nawet ORTOPAS – zwierzę nieznane ani Ukraińcom, ani Polakom), a Piotrka Wołk (czyli Wilk). Drużynowy trafił oczywiście do kadry szkoleniowej. Spać poszliśmy około 1 w nocy. Warto dodać, że warunki jakie nam tam zapewniono były bardzo wysokie: było ogrzewanie, gorąca woda i wygodne łóżka, nawet nie porównuje z warunkami jakie mieliśmy na ostatnim zimowisku.
Sobota
Z wygodnych sosnowych łóżek zerwała nas pobudka, była godzina 6:00 czasu Ukraińskiego. Jeszcze ospali wybiegliśmy z klasztoru na dwór aby się rozgrzać i poznać plan dnia. Na dworze było jeszcze ciemno. A do tego zimno... Ach! Zapomniałem, że dla harcerza nigdy nie jest zimno - za to zawsze jest rześko! Po zapoznaniu się z planem mogliśmy się przygotować do apelu i Mszy Świętej w obrządku wschodnim. Duże wrażenie robią śpiewy genialnie wykonane przez wędrowników oraz ciągły zapach kadzideł. Poza tym Msza Święta w rycie wschodnim przypomina naszą. W końcu było śniadanie: płatki z mlekiem i kanapki z dżemem o dziwnym kolorze i smaku. Wszystkie dania przyrządzaliśmy w lesie nieopodal klasztoru. Po udanym posiłku odbyła się pierwsza konferencja na której rozmawialiśmy o charakterze chłopaków w zastępie. Konkluzja była dosyć ciekawa – okazało się, że tak naprawdę każdy typ charakteru znajdzie swoje miejsce w zastępie i będzie pomagał w jego działaniu. W okolicach południa modlitwą Anioł Pański odbyła się wielka gra. Fabuła była krótka i ciekawa: było z pięciu zastępów cztery były pierwszymi chrześcijanami (Galaci, Efezjanie, Filipianie i Koryntianie), a piąty żołnierzami rzymskimi. Chrześcijanie musieli przekazywać sobie nawzajem listy (posłanija) od św. Pawła (którym był nasz Drużynowy). Rzymianie musieli im w tym przeszkodzić zdobywając listy. Dobrze im to wyszło, bo zwyciężyli właśnie oni. Następnie był obiad, a po nim konferencja, na której uczyliśmy się piosenek: polskiej (nieśmiertelne „Sokoły” - dziwne, że Ukraińcy nie znali tej pieśni!) i ukraińskiej („A z hory, a z hory idut Mazury”). Następnie miał miejsce wykład o prawie harcerskim (skautskij zakon), na którym musieliśmy przypasowywać do każdego punktu prawa odpowiednią cechę charakteru. Po męczących konferencjach zjedliśmy kolację i mogliśmy pójść pod "dusze", czyli prysznice. Ten dzień był cały zajęty, więc dopiero podczas wieczornego mycia podłóg, oraz tuż przed snem mogliśmy porozmawiać i lepiej poznać zastępowych z Ukrainy.
Niedziela
Pobudka, z racji niedzieli, dopiero o 7 rano. Wszyscy bardzo wypoczęci - głównie dzięki wczorajszemu „wyszaleniu się” na ognisku. Za chwilę wszyscy zaczęli się ubierać na poranną gimnastykę. Po gimnastyce poranna toaleta, apel, Msza i zaczynamy robić śniadanie. Zastęp Piotrka szybko rozdmuchał żar po wczorajszej kolacji, a Pes męczył się metodami trochę bardziej wymagającymi. Na śniadanie płatki z mlekiem, bardzo słodkim za sprawą Ukraińców. Dzięki temu robi się mdłe, ale dobre! Po śniadaniu krótka sjesta przed dogasającym ogniskiem, zmywanie naczyń i konferencja o najważniejszym obowiązku harcerza, czyli o nauce. Po warsztatach odbył się uroczysty apel na którym ogłoszono kto wygrał szkolenie (oceniana była gra, scenka i parę innych rzeczy), oczywiście wygrał zastęp „Wołk” z Piotrkiem w składzie. Gdy Apel się skończył zaczęliśmy szykować obiad, a po nim żegnaliśmy się i przygotowywaliśmy do wyjazdu. Szkoda nam było opuszczać to gościnne miejsce, ale tęskniliśmy już do Ojczyzny, a zwłaszcza do porozumiewania się bez potrzeby używania rąk (trzeba się uczyć języków!). Podróż z powrotem trwała nieco dłużej, mimo zmiany czasu (plus jedna godzina). Opóźnienie było spowodowane długim postojem na granicy, gdzie mogliśmy zaobserwować akcje przemytnicze i średnio się nimi przejmujących strażników granicznych...
Kurs należy zaliczyć do udanych. Ukraińcy popisali się dobrym duchem harcerskim i niemniej dobrą organizacją. Mimo że Katolyckie Skautstwo Ewropy działa tam dopiero od 10 lat, już pokazuje klasę! Spotkanie, które przeżyliśmy jest dobrym preludium do obozu, na który wybieramy się wraz z ukraińskimi i białoruskimi drużynami do Skola (Karpaty Ukraińskie) gdzie odbywały się pierwsze obozy polskich skautów-harcerzy!

komentarze (0)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

na górę strony